Okiem doktora – Oh, Luna

luna

Co jak co, ale w tym roku na rynkową nudę nie można narzekać. W ostatnim czasie rynek kryptowalut był nieco na uboczu globalnych wydarzeń, ale to się zmieniło i to w dość brutalny sposób za sprawą coina Luna. Czego uczy nas jej upadek i jakie będzie mieć konsekwencje?

Algorytmy i kolorowe obrazeczki

Świat kryptowalut budzi u mnie od lat nieco mieszane emocje. Bardzo pozytywne dotyczą możliwości jakie daje nowa technologia. Ponieważ to jest mój całkowicie prywatny blog, myślę, że mogę pozwolić sobie na trochę prywatnych uwag. Jako ekonomista i finansista w przeszłości raczej nie byłem tech-freakiem. Kilka lat temu dotarło jednak do mnie, że dzięki technologii mogę zrobić wiele rzeczy, które chciałbym a kiedyś nie potrafiłem. Stwierdziłem zatem, że wiek to tylko liczba i zacząłem się uczyć Pythona, ML, SQLa, i ich „wariacji” jak obecnie Google Clouda. Jestem zafascynowany tym, jakie dają możliwości. Blockchain rozumiem i widzę potencjał, ale nie czuję się specem. Wiem, że wielu z Was ma tu większą wiedzę niż ja, więc i ten wpis będzie „okiem doktora ekonomii”, a nie eksperta od krypto.

Z drugiej strony widzę te wszystkie śmieszne kolorowe obrazki, emotki rakiet i misie pani Magdy. I jakoś nie spina mi się to z poważnym światem inwestycji, choć może tu już jednak wiek robi swoje 😉 Sądzę jednak, że uznanie płynności jako kluczowego elementu ekscesów ubiegłego roku i problemów tego roku (o czym pisałem wielokrotnie, choćby TUTAJ i TUTAJ) sprawdza się dobrze także na rynku krypto.

Luna/Terra – co tam się w ogóle stało?

No dobrze, ale o co w ogóle chodzi? Dla części czytelników być może temat jest kompletnie obcy. W ciągu ostatnich kilku dni rozegrał się spektakularny upadek dwóch kryptowalut: Luny (Terra) i powiązanego z nią stablecoina UST. Pozwólcie, że po szczegóły odeślę Was do wpisu moich kolegów:

Takie historie budzą naturalne emocje i związane z nimi spekulacje. Na rynku krąży historia o tym, jak Lunę wywrócił legendarny Citadel. Choć brzmi ciekawie nie mam osobiście pojęcia, na ile jest prawdziwa. Przeczytacie ją TUTAJ.

No free lunch, odcinek 1965

Tak naprawdę uważam jednak, że nie to jest kluczem. Kiedy tylko pojawiły się stablecoiny (krypto powiązane z dolarem, płacące jednak wysokie „rewards”, czyli pewną formę odsetek), zacząłem się zastanawiać, jakie ryzyko podejmujemy kusząc się na korzyści, które ofertowały. Dość szybko uznałem, że w sumie jak taki Binance „emituje” swojego stablecoina, to jest to forma niezabezpieczonego finansowania, czyli takie krypto-korpoobligacje. Nie była to popularna opinia, choć nie odosobniona, pisze o tym choćby ten facet TUTAJ.

A skoro to forma finansowania, nie ma zysku bez ryzyka. Na tej płaszczyźnie UST nie różni się wiele od AmberGolda czy Getbacku. Jasne, pewnie byli tacy, którzy zadali sobie wiele trudu aby zrozumieć ryzyka inwestycji w tego czy innego stablecoina, ale uważam, że ogromna większość po prostu skusiła się na „zysk bez ryzyka”. Dostanę odsetki 20% a frajerzy w pko będą tracić na inflacji. A to tak nie działa. Oczywiście są lepsze i gorsze inwestycje, ale jeśli coś wygląda zbyt pięknie, warto zadawać pytania, nawet wbrew zbiorowej euforii.  

Co teraz?

Gdybym był dziś w FOMC szukałbym sposobu jak zabezpieczyć peg z dolarem innych popularnych stablecoinów jak USDC, BUSD, czy szczególnie USDT. Ich upadek to byłby prawdziwy rynkowy pogrom. USDC i BUSD są w teorii zabezpieczone, ale jak wyglądałoby uruchomienie tych zabezpieczeń w przypadku masowego odpływu środków? Do tej pory ten mechanizm działał tylko w jedną stronę, tj. środki jedynie napływały. USDT budzi w tej materii większe kontrowersje i już dziś rano było na tym rynku „ciepło”.

Natomiast nie kreśliłbym apokaliptycznych wizji dla egzystencji krypto. Znalazły już tyle ciekawych zastosowań, że turbulencje ich nie zniszczą. Dot-com crash w wersji crypto? Jak najbardziej, ale jako weryfikator, z którego urosły później najmocniejsze amerykańskie spółki.

Zwróćcie uwagę, że pra-przyczyna całego tego zamieszania, czyli wyssanie płynności, jest dopiero w fazie oczekiwań rynkowych. Fed bowiem uruchomi QT dopiero 1 czerwca. Czeka nas gorące lato?

PS

Stały procent w PL ustabilizował się i próbuje odbijać. Mój pierwszy cel 7% dla 10y zrealizowany i (nie jest to rekomendacja) ponieważ spodziewam się spowolnienia, stopniowe budowanie pozycji może być niegłupie – ale to tylko moje zdanie 😊 Co do akcji, na spx zostało na moment obecny 80 pkt. do poziomu, o którym mówiłem na webinarium. Ale to w sumie temat na oddzielny wpis.

2 thoughts on “Okiem doktora – Oh, Luna

  1. Pozycja na obligacjach budowana na Catalyst, czy ETFem? Temat obligacji zaczyna być powoli odgrzebywany przez inwestorów, czy mógłby Pan wyjaśnić w przyszłym webinarze/wpisie różnicę w obligacjach na rynku Catalist a ETF np. TBSP ? Chociażby to stwierdzenie może być nie dla wszystkich (w tym nie dla mnie) do końca jasne: „TBSP ma durację nieco ponad 4 lata, więc ryzyko jest średnie, ale trzeba pamiętać o jednej różnicy względem kupna obligacji na własną rękę – nie ma tu opcji trzymania do wykupu co gwarantuje brak straty nominalnej.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.