Okiem doktora – prąd, gaz i recesja

prąd i gaz

Czasem lepiej jest wiedzieć mniej. Czy taki przeciętny Europejczyk nie jest szczęśliwszy nie wiedząc jakie rachunki za prąd i gaz dostanie za kilka miesięcy? A obstawiam, że nie wie. Ba, mam nieodparte wrażenie, że większość polityków nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje. Ojj, to będą wyboiste miesiące.

Recesja czy nie recesja?

W zasadzie zabierałem się za zwykły przegląd sytuacji ekonomicznej, ale on nie może być zwykły. Bo pozornie wiele się nie dzieje. W porządku, dane może nie zachwycają, inflacja jest wysoka, wzrostu nie ma, banki podnoszą stopy.

„Misery index”, czyli suma inflacji i bezrobocia dawno nie rósł w tym tempie. Źródło: Bloomberg

Ale przecież rynek dopowiedział sobie szybko, że inflacja zaraz będzie spadać, banki luzować, a to doprowadzi do ożywienia. A w ogóle to nie jest aż tak źle. Patrząc na globalny PMI (równoważony przemysł i usługi, ważone następnie udziałem w globalnym PKB) mamy obecnie coś na kształt spowolnienia z 2018 roku. Czyli problemy, z których gospodarki wywinęły się dzięki czemu? Ano pivot Fed. Więc w czym problem?

Globalne PMI trzymają się przyzwoicie i sygnalizują „jedynie” spowolnienie. Źródło: opracowanie własne na podstawie Macrobond

No cóż, zacznijmy od tego, że PMIe od COVIDu trochę zwariowały. Ostatnio pisałem o tym, że firmy musza się mierzyć z dużym chaosem informacyjnym. Jeszcze przed chwilą brakowało wszystkiego, za chwilę będzie brakować popytu na to wszystko. Patrząc dziś na wskaźniki ekonomiczne zaiste każdy znajdzie coś dla siebie. Może poza rynkiem nieruchomości, gdzie faktycznie mamy w wielu krajach załamanie, dane są mocno niespójne, co można byłoby wziąć nawet za dobrą monetę, gdyby nie to, o czym w dalszej części artykułu.

Wskaźniki regionalne w USA dają już jednak inny obraz – to nie jest zwykłe spowolnienie. Źródło: opracowanie własne na podstawie Macrobond

Prąd i gaz w kosmosie… czyli w Europie

No dobra, z tym szczęśliwym Europejczykiem to przesadziłem. W ogóle nie jest szczęśliwy, poziom nastrojów jest już w wielu przypadkach poniżej dołków z COVID, GFC czy eurokryzysu. Ale nie o poziom mi chodziło tylko o nieświadomość tego, w jakiej sytuacji będzie za kilka miesięcy. Wtedy prawdopodobnie uzna, że w sierpniu był jednak szczęśliwy.

Nastroje wśród Niemców są koszmarne – co będzie zatem jesienią?  Źródło: Bloomberg

Konsument jest szczęśliwy, gdy jego realny dochód rozporządzalny rośnie – najlepiej szybko. Co to za definicja? Ponieważ jest piątkowy wieczór, pozwolę sobie na luźne sformułowanie – to pieniądze, które może wydać na głupoty, po tym jak spłaci ratę kredytu, zatankuje, zrobi opłaty i kupi jedzenie. Tak mniej więcej. Nic więc dziwnego, że konsument jest szczęśliwy gdy inflacja jest niska, stopy procentowe zerowe, a rząd wysyła dopłaty za wydrukowane pieniądze. Tymczasem wszystko zaczyna iść w przeciwnym kierunku.

Stawki rynkowe za gaz i prąd są tak abstrakcyjne, że jeśli sytuacja nie zmieni się szybko, nie da się tego tak po prostu „zamieść pod dywan”. Źródło: opracowanie własne na podstawie Bloomberg

Stali czytelnicy mojej strony wiedzą już co to jest niespodzianka inflacyjna i dlaczego stanowiła istotny element moich pesymistycznych przewidywań na ten rok. Teraz jednak wszystko wskazuje na to, że to będzie wydanie XXL. Wzrost stawek kontraktów na gaz i prąd w Europie jest tak kosmiczny, że aż ciężko przeliczać to na konkretne wartości, bo trudno przyjąć sensowne założenia. Jakie będą podwyżki cen dla gospodarstw domowych, a jakie dla firm? W jakim stopniu rządy będą dopłacać producentom i dystrybutorom? Jak mocne będą tzw. „efekty drugiej rundy”? Pojawiają się słuszne głosy, że owszem, są kontrakty długoterminowe, że część firm pozabezpieczała ceny itp. Ale wzrosty nie dotyczą jedynie wybranego, krótkiego okresu. Rynek widzi utrzymanie się problemu na wiele miesięcy do przodu. A tanie zabezpieczenia kiedyś skończą się nawet przezornym.

Chaotyczne interwencje…

Pewnie wszyscy czytaliście newsy o tym, że Carlsberg Polska przestanie produkować piwo. Być może część osób dopiero przy tej okazji dowiedziała się o problemach wynikających z kryzysu energetycznego. Wątek owszem medialny, ale to wierzchołek góry lodowej. Podwyżki dopiero się zaczną, firmy dopiero będą musiały podejmować trudne decyzje. Temat „zerwanych łańcuchów” jeszcze nie wygasł a już pojawił się w nowej odsłonie. Niby tylko co2 i suchy lód, a nagle okazuje się dla ile branż jest to problem. No i oczywiście wraz z nim żądania interwencji rządowej. A będzie tego znacznie więcej.

Nawet jeśli gazu starczy, to jego cena może położyć na łopatki wiele firm. Źródło: opracowanie własne na podstawie Bloomberg

…oraz banki patrzące we wsteczne lusterko

To nie koniec. Sytuacja, z którą mamy do czynienia w Europie to klasyczny szok podażowy. Jak już wyjaśniłem wyżej, jeśli po opłaceniu rachunków i zatankowania auta zostaje nam mniej, ograniczamy popyt na ubrania, elektronikę, podróże itp. Itd. Co powinien zrobić bank centralny? To jest odwieczny dylemat, ale co do zasady raczej pobudzić popyt, o ile ryzyko utrwalenia się inflacji jest niskie. I tu jest pogrzebany przysłowiowy pies. Ponieważ banki bezsensowną rozrzutnością postawiły się w narożniku, nie mogą teraz pobudzać popytu, wręcz przeciwnie, spanikowane go ograniczają. EBC właśnie serwuje rynkom narrację o podwyżce o 75bp. W momencie, gdy gospodarka potrzebowałaby coraz więcej wsparcia, banki są z rekordowymi bilansami i dopiero na początku drogi zacieśniania (na rynkach rozwiniętych).  

Historycznie większość cykli zacieśnienia w USA kończyła się recesją. Powodzenia z tym miękkim lądowaniem. Źródło: Bloomberg

Zapnijcie pasy

Przyznam szczerze, że na moment obecny wygląda mi to na destrukcję popytu w Europie apokaliptycznych rozmiarów. Oczywiście tak jak USA eksportowały inflację popytową, tak Europa będzie eksportować stagflację, wysysając surowce energetyczne i ograniczając import nieenergetyczny.

A może to za duży pesymizm? Jaka jest Wasza ocena sytuacji? Podzielcie się nią w komentarzach.

19 thoughts on “Okiem doktora – prąd, gaz i recesja

  1. Dziś grubo na blogu, więc pozwolę sobie skomentować 😉
    Na poletku amerykańskim widzę dwie możliwości.
    1) JP zaskakująco „pokłócił się” z Demokratami i dogadał z Republikanami i stąd we wrześniu +75 i kontynuacja jastrzębiej retoryki, konsumenci dostają po kieszeni, biznes spanikowany zmniejsza zatrudnienie, recesja zagląda w oczy, wszystko to dzieje się tuż przed midterm, które Demokraci przegrają w takiej sytuacji z kretesem.
    2) JP jest mocny tylko w gębie, bo tylko to mu pozostało, po kompromitacji sprzed roku. Na razie rynek akcji, który zapędził się za dużo w górę, musi trochę oddać. Ale już obligacje mówią bardziej „JP – blefujesz!”. Zatem we wrześniu +50 i mniej jastrzębia retoryka. Nastroje się uspokajają i jest mid-term rally.
    Stawiam na scenariusz nr 2 i stąd pytanie a) na końcu komentarza.

    BTW: na poletku europejskim widzę również 2 możliwości:
    1) Albo EU zawiesi opłaty emisyjne co2 na czas kryzysu energetycznego, a one stanowią chyba spory odsetek kosztów nie-zielonej energii.
    2) Albo mamy przesrane i nie będą konieczne żadne podwyżki stóp w Europie, bo wykończymy gospodarki cenami energii.

    Jako, że dość pesymistycznie dziś na blogu, to chciałbym wrzucić 2 pytania:
    a) czy mamy na polskim rynku ETF na amerykańskie akcje zabezpieczony na różnicę kursową USDPLN? Może będzie za chwilę fajna okazja, aby zwiększyć ekspozycję w USA (never bet against America)
    b) czy jest jakakolwiek szansa, w Pana opinii, na szybkie zwieszenie opłat emisyjnych co2 w EU? I dlaczego debile nie zrobili tego do tej pory? Wyborcy im tego nie zapomną (chyba).

      1. dzięki Mirek, odpowiedziałeś za mnie

        co do 2 – nie sądzę, to chyba prawnie w ogóle nie byłoby takie proste…

  2. Dobry wieczor Doktorze,
    Pare moich przemyslen przy zimnym piwku (cieszmy sie poki jeszcze jest):
    1) Byc moze rynek kontraktow w tym momencie spanikowal. Na ile obecne ceny kontraktow sa spowodowane obawami o dostawy gazu a na ile rekordowa susza skutkujaca ograniczona produkcja pradu i zwiekszonym zuzyciem?
    2) Geopolityka: rosji zalezy na wywolaniu maksymalnej presji na unii, ale jednoczesnie trwale zaprzestanie przesylu nie wchodzi w gre bo gazu z zasobow jamalu/tjumenu nie da sie fizycznie przepchnac do chin, nie maja rowniez wystarczajacej ilosci terminali LNG. Co istotniejsze pol gazowy nie ot tak wylaczyc na jakis czas, moga w ostatecznie zdecydowac sie na flaring czyli bezsensowne wypalenie gazu w powietrze.
    3) Geopolityka Chiny Z jednej storny Chiny sa najwiekszym na swiecie importerem surowcow i w ich interesie jest utrzymanie mozliwie niskich cen – Chiny beda naciskac na rosje?
    4) Destrukcja popytu: Europa w najlepszym mozliwym rozwoju jest w glebokiej recesji co ograniczy popyt. Natomiast polityka zero covid powina wplynac na zapotrzebowanie na surowce w chinach. USA: destrukcja popytu wywolana planowo przez FED
    5) najistotniejszy argument: pogody. Jesli bedzie ostra zima (a climat change temu niestety wbrew pozorom sprzyja) to europa bedzie musiala na kolanach prosic ruskow o pomoc.

    Podsumowujac nie bez powodu kontrakty na ngas w kontekscie inwestycyjnym sa nazywane 'widow maker’ :).

  3. Moim zdaniem, nikt w obecnej sytuacji (ujadanie przez półtora roku „bo COVID”, a teraz przez pół roku „bo wojna”) nie będzie chciał się przyznać, że zwyczajnie podejmowano złe decyzje, bo to by zmiotło z planszy wszystkie elyty. Będzie tak, że Europa przyjmie zasadę „damy radę” i ewentualnie będziemy „dozować” informacje o tym, co się odwaliło przez te dwa lata i co dzieje się obecnie. Skończy się tak, że na wiosnę obudzimy się dwucyfrową inflacją w Europie i Bóg jeden wie jaką w Polsce.

  4. Super wpis, skłaniający do przemyśleń. Według mnie zbyt duży pesymizm:
    – Carlsberg wstrzymał produkcje ale inne firmy piwowarskie nie planują takich ruchów bo mają lepiej zorganizowaną produkcje.
    – Anwil wstrzymuje produkcje bo drogi gaz, a gaz drogi bo mniejszy przepływ z Rosji więc OBAWA że będą braki, ale ich na tą chwilę nie ma oraz są narzędzia jak kolega Szymon wspomniał w swoim komentarzu o zmniejszeniu cen.
    – Powell mówi o wysokich oczekiwaniach inflacyjnych które stają się samospełniającą przepowiednią po czym sam narzuca jastrzebia narracje.

    Jak dla mnie mnóstwo oczekiwań a w rzeczywistości ludzie i gospodarki sobie spokojnie poradzą. Zimą są zdobywane szczyty najwyższych gór i tam nie narzekają na brak prądu czy ogrzewania czy piwa Carlsberg. Jak przy każdym kryzysie, jedna firma straci druga zyska, jak indeksy pójdą w dół to wystarczy tylko dobrze wybrać poszczególne akcje. Dzisiaj dołożyłem Google, mam jeszcze 10% gotówki oraz puste konto opcyjne, czekam na rozwój wydarzeń 🙂

    1. wiadomo, że nie chodzi o Carlsberg, to tylko taki papierek lakmusowy, bardzo medialny temat (zresztą już teraz czytam – „czego nam zabraknie?”), a media lubią bić pianę

      potencjalne wstrzymania produkcji są niebezpieczne – dlaczego? bo banki centralne w celu obniżenia inflacji uderzają w popyt. Jak wiadomo cena to wypadkowa popytu i podaży. Jeśli obniżamy podaż, to trzeba bardziej obniżyć popyt, aby osiągnąć zamierzony efekt cenowy.

  5. Witam. Widzę że niektórzy czytelnicy bloga myślą że kryzysu nie będzie, że to tylko chwilowy zamęt na rynkach i Europa sobie poradzi. Z danych i różnych artykułów wyłania się obraz który przedstawia spore problemy. Wzrost cen gazu, ogólnie energii pociągnie nasze całe życie mocno w dół. Sami wiecie że niektóre firmy wstrzymały produkcje, inne dostają rachunki kilkukrotnie wyższe niż pół roku temu. Zaraz okaże się że nie opłaca się produkować dóbr a jak będą to konsumenci nie chętnie spojrzą na wysokie ceny na półkach w sklepie. Po za tym my, ludzie z Polski, mieszkamy w rejonie gdzie trzeba ogrzewać mieszkania/domy nawet i pół roku. Nawet nie chce myśleć jak się okaże że zima będzie mocna i 2/3 miesiące temperatury poniżej -10 stopni, co starsi czytelnicy bloga pamiętają z czasów dzieciństwa 😀
    Także recesja jest faktem, mamy spore problemy w Europie!
    A teraz odnośnie naszego podwórka (Polska). Wybory się zbliżają, rząd potrafi tylko rozwiązywać problemy dając dopłaty a inne sposoby są dla nich za trudne. Dlatego uważam że kryzys uderzy w Polaków zdecydowanie mocniej niż w inne kraje europejskie. Dolar i Euro za 5 złotych? Proszę bardzo! Doktorze, mylę się czy zbyt pesymistycznie podchodzę do tematu?

  6. Pesymistycznie…Demokracje przedstawicielskie nie raczą zachowywać się adekwatnie do roli jaką mają wypełniać, nie komunikują niczego, co mogłoby im zaszkodzić, a konsekwencje ich manipulacji i kłamstw zawsze ponosi konsument. Czym dłużej ukrywane są realne problemy, tym więcej społeczeństwo za to zapłaci, co w przyszłości mocniej obije gospodarkę. Tak, jak wspomniałeś, większość polityków nie zdaje sobie sprawy z obrotu sytuacji. W sumie to jest zarazem tragiczne i zabawne, ale sami bywają ofiarami realiów przez siebie nieświadomie kreowanych. Co innego kierownictwo..- szkoda.
    Co do załamania popytu, to moim zdaniem ogromne wzrosty cen energii wspomagane dodatkowo kolejnymi czynnikami, jak np. ten ujawniony w mediach 2 dni temu, przesuną szczyt inflacji, a panikujące banki centralne będą serwowały kolejne podwyżki stóp, co finalnie bedzie kolejną łopata ziemi na leżący popyt. FED swoją postawą przymusi nawet te, które już nie chcą 😉 Kryzys się rozlewa, a interwencje rządowe, jak to zwykle bywa, w dłuższym okresie będą „niedźwiedzią przysługą” dla gospodarki. Co innego gdyby spróbować odblokowywać podaż ( w Polsce), ale na poziomie barier administracyjnych, deregulacji, obciążeń – dla ścięcia kosztów- chociaż byłby to ubytek dla budżetu, to przełożenie na inflację miałoby korzystne.
    Z uwagi na tragiczny w skutkach obrót spraw i z braku skutecznych i szybkich metod zapobieżenia zapaści w Europie być może polityka klimatyczna UE zostanie zawieszona na kołku. Zaraz pojawią się naciski i Niemcy będą musieli dokonać wyboru – czy idziemy wszyscy na dno (nieciekawie dla projektu politycznego), czy jednak odpuścić i zdjąć z gospodarki homonto klimatyczne (pozwolić na znaczące podniesienie konkurencyjności świeżych członków UE – np. Polska).
    FED, EBC przegrzały ewidentnie, o czym wspominałeś około roku temu, może i dalej i teraz, kiedy rzeczywiście mogłyby nieco poluzować, to aktualnie byłoby podpaleniem lontu (gratuluję zdrowego, podręcznikowego podejścia i trafnej oceny ówcześniejszej sytuacji i ocen dotyczących przyszłych potencjalnych ruchów BC – jesteśmy w miejscu, o którym wtedy mówiłeś). Ułańska fantazja BC oraz polityków doprowadziła do wzrostu cen surowców, dodatkowo dosypał Putin i finalnie mamy zroszone czoła, a zaraz może i pełno w portkach będzie 😉
    Moim zdaniem bardzo dobrze stało się, że J.Powell wczoraj podtrzymał stanowisko i zakomunikował, że nie odpuszczą. Rynki trochę się przewietrzą i spadnie presja na surowce, a recesja..? no cóż – coś za coś, a winnych przecież nie ma. Ciekaw jestem wielkości QT i reakcji rynków.
    O ile jestem w stanie wyobrazić sobie potwornie zadłużoną gospodarkę USA, która względnie dobrze wychodzi z kryzysu, o tyle, przy aktualnych czynnikach, trudno o podobne rozwiązanie w Europie. Pick dolar, o którym niedawno gdzieś pisałeś, chyba też się zacznie przesuwać (pomimo pewnego zgrania tematu), bo ja nie widzę powodów, dla których kapitał przypłynie do euro, nie wspominając o PLNie, tym bardziej, że recesja w Niemczech wzorowo odbije sie na naszej gospodarce. Optymistycznie – „pies pogrzebany” – napisałeś.. – „Rozenjcwajgowa ma na sprzedaż psa?”

  7. Bardzo mi się podobał wpis. Lekkość i dowcip w mówieniu o takich strasznych tematach to talent. Potrzebny w tych czasach – podnieść morale i edukować w lekki sposób (bez demonizowania nikogo).

    Co do tematu – nie powiedziałbym niczego nowego poza rzeczy które słyszałem już od wielu osób a nie chciałbym być „echo chamber”.

    Powiem tylko że tu gdzie mieszkam (południowa Portugalia) ceny pelletów do pieca skoczyły 100% (a jest środek lata). Postanowiłem kupić zapas na tę zimę. W zeszłą zimę cena była 3.99eur/worek 15kg, teraz jest 8.50eur.

  8. Zła diagnoza Doktorze.

    Pan ciągle myśli kategoriami ekonomii rynkowej a tymczasem sytuacja w Europie zmierza szybkimi krokami w kierunku komunizmu wojennego.

    Na całą dekadę wrócą kartki na żywność i inne luksusy (paliwa, czekolada, kawa) bo po prostu utrzymanie produkcji czy importu stanie się ekonomicznie nieopłacalne. A eurobiurokraci i nasi władcy kochają ręczne sterowanie rynkiem.

    Europa z eksportera stanie się importerem (prawie) wszystkiego i to biednym importerem bo parytet wymiany handlowej obecnie to EURUSD na poziomie 0,65.

    Jak dobrze pójdzie za kilka lat doczekamy się NEP-u…

  9. Trochę gryzę się w język, ale ten post ma tak zadziwiająco negatywny wydźwięk, że można byłoby go uważać za początek (?) fazy kapitulacji na GPW 😂. A wiadomo kiedy najlepiej kupować. 😉 Także trzymam kciuki Panie Przemysławie. Jeśli się Pan wstrzelił liczba obserwujących wzrośnie 😂

  10. Dzień dobry,

    proszę o wyjaśnienie następującej kwestii. Jak wzrost inflacji w Polsce wpływa na kurs PLN względem innych walut. Wydaje się mało prawdopodobnym, aby zakup obligacji indeksowanych inflacją, dawał lepszą stopę zwrotu w PLN niż zakup waluty np.EUR.

    1. kurs realny czysto teoretycznie powinien się zmieniać wraz z różnicą inflacji, ale przecież nie ma takiej gwarancji, szczególnie w krótkim okresie

      1. Dziękuję za odpowiedź. Moje powyższe pytanie jest związane z sytuacją odwrócenia trendu na parze EUR/USD oraz wpływu tego zdarzenia na PLN. Weźmy kurs średni 30.08.2021 EUR/PLN=4,5691 oraz 30.08.2022 EUR/PLN=4,7328. Inflacja rok do roku Polska 16%. Biorąc pod uwagę średni poziom inflacji w strefie EUR na poziomie 9%. Kurs EUR/PLN powinien być na poziomie 4,8889 PLN. Z czego wynika ta rozbieżność w kursach aktualnych i kursach wynikających z różnic w poziomach inflacji ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.